Slider

Sara Hall: siła doświadczenia w drodze na szczyt

15 kwietnia skończy 38 lat. Wydaje się jednak, że jej osobista ścieżka na wierzchołek Olimpu nie została jeszcze całkiem wydeptana.

W grudniu 2020 roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, Amerykanka Sara Hall przebiegła maraton w Chandler (Arizona) w czasie 2 godzin 20 minut i 32 sekund. Tylko jedna jej rodaczka potrafiła pokonać ten dystans szybciej (Deena Kastor – 2:19:36 w 2006 roku). Rewelacyjny wynik doświadczonej biegaczki poprzedził świetny rezultat w Londynie. W niedzielę, 4 października Sara zajęła w tym prestiżowym maratonie drugie miejsce, wyszarpując je tuż przed metą (2:22:01). Jednak były i ciernie. Podczas olimpijskich kwalifikacji w Atlancie nasza bohaterka nie zdołała ukończyć biegu i mocno ją ten fakt zabolał. A co w jej życiorysie działo się wcześniej?

 

Jak setki innych maratończyków, Hall zaczęła od krótszych dystansów. Świetnie radziła sobie w biegach 3000 metrów z przeszkodami, co potwierdził złoty medal wywalczony w tej konkurencji podczas Igrzysk Panamerykańskich w 2011 roku. Sara kolekcjonowała również liczne triumfy w bardzo charakterystycznych dla Stanów biegach na milę i powszechniejszych na dystansie 1500 metrów. Zanim na stałe przeniosła się na trasy maratońskie, z sukcesami uczestniczyła też w imprezach przełajowych.

Debiut w maratonie pochodzącej z Kalifornii lekkoatletki nie wypadł okazale. 15 marca 2015 roku Sara pobiegła w Los Angeles, uzyskując czas 2:48:02. Jasna sprawa, dla amatorów to czas nieosiągalny, ale zawodowa biegaczka z USA nie była zachwycona. Tym bardziej, że na trasie walczyła z silnymi skurczami. Kilka miesięcy później, w Chicago, było już znacznie lepiej (2:31:14).

Mimo upływu lat, Sara łamała kolejne bariery. 29 września 2019 roku zajęła piąte miejsce na maratonie w Berlinie i wyraźnie poprawiła rekord życiowy (2:22:16). O tym, co działo się kilka miesięcy temu, napisałem we wstępie. To był bez wątpienia najlepszy czas w karierze Amerykanki, która nie kryła, że wcześniej myślała o zakończeniu przygody z bieganiem. Na szczęście, podjęła inną decyzję. Co więcej, Sara wciąż marzy o Igrzyskach. Szansa na maraton przeminęła z wiatrem, ale drobna sportsmenka z USA zastanawia się nad udziałem w kwalifikacjach na 10 000 metrów. – To będzie trudne zadanie, tym bardziej, że przez ponad cztery lata nie startowałam na bieżni. Ale ostatnie miesiące przekonały mnie, że nie ma rzeczy niemożliwych – powiedziała w jednej z rozmów. Amerykańskie kwalifikacje w tej konkurencji planowane są na czerwiec.

A życie prywatne? W 2005 roku Sara poślubiła Ryana Halla, wyśmienitego maratończyka, który w oficjalnych zawodach udziału już nie bierze, ale dba o formę swojej małżonki, będąc jej trenerem (wcześniej Sara nosiła panieńskie nazwisko Bei). Duet dobrze rozumie się na biegowych trasach i w nie tylko tam. Oboje są zaangażowanymi chrześcijanami. W 2015 roku para adoptowała cztery siostry. Nic dziwnego, że duet wspaniałych biegaczy ponad wszystko kocha rodzinne ciepło.

Źródła zdjęć: eu.usatoday.com i twitter.com/SaraHall3

Languages »