Slider

Średniodystansowy rzemieślnik – Wiaczesław Szabunin

W historii światowej lekkiej atletyki są takie postaci, które mimo dobrego, albo nawet bardzo dobrego poziomu sportowego nie zapisały się na pozycjach medalowych imprez mistrzowskich. Czasami brakowało błysku, czasami szczęścia, albo zwyczajnie minimalnego postępu, który pozwoliłby na rywalizację w ścisłej czołówce.

W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku na średniodystansowych „milowych” salonach dominowali Noureddine Morceli, Fermin Cacho, a chwilę później Hicham El Guerrouj. Kolekcjonowali medal za medalem z igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata. Grzali się w blasku zasłużonej sławy, lśniąc na tle innych rywali, nie aż tak doskonałych, ale budzących szacunek poziomem sportowym. Mimo, że słabszych to w okresie świetności rozpoznawalnych. Powtarzalność, udział w niezliczonych mitingach Grand Prix IAAF, Golden Four, czy później Golden League powodowała, że kibice znali nazwiska Brytyjczyka Johna Mayocka, Chorwata Branko Zorko, czy Rosjanina Wiaczesława Szabunina. 3:31.86, 3:33.30 i 3:32.28, takimi rekordami życiowymi w biegu na 1500m legitymowali się wyżej wymienieni. Mayock zdobył 5 medali halowych mistrzostw Europy na 3000m, ze złotem włącznie (Walencja 1998). Zorko co prawda mistrzem nigdy nie był, ale jego kolekcja również pięciu krążków zawiera wicemistrzostwo Europy na otwartym stadionie (Helsinki 1994) i brąz mistrzostw świata w hali (Toronto 1993) na 1500m. Z pustym kontem medalowym pozostał Szabunin, jednakże jego kariera była niezwykle ciekawa i bardzo długa.

Wiaczesław Szabunin, Mistrzostwa Świata w Paryżu 2003

W latach 1994 – 2008 brał udział w 17 imprezach mistrzowskich. Trzykrotnie startował w igrzyskach olimpijskich (1996, 2000, 2008), czterokrotnie w mistrzostwach świata, raz w mistrzostwach Europy, cztery występy zaliczył na halowych mistrzostwach świata i aż pięć w rywalizacji najlepszych Europejczyków pod dachem. Zdecydowanie jego koronną konkurencją był bieg na 1500m. Szabunin był jednak zawodnikiem zupełnie nietypowym…

O jego juniorskiej przeszłości wiadomo niewiele. Międzynarodowy debiut zaliczył podczas Pucharu Świata w Hawanie 1992 rok zajmując ostatnie miejsce w biegu na 5000m. Tamten sezon kończył z wynikami 3:40.49 na 1500 i 13:54.29 na 5000m. Przyzwoicie jak na warunki krajowe, z resztą ze wspomnianym rezultatem na krótszym z dystansów został mistrzem Rosji. Być może jeszcze nie przełom, ale pewien skok wynikowy zanotował 2 lata później. 1:46.82 i 3:38.61, odpowiednio na 800 i 1500m były przedsionkiem do szerokiej, europejskiej czołówki. Zaliczył również debiut na imprezie mistrzowskiej. I był to start udany. Piąte miejsce na Halowych Mistrzostwach Europy w Paryżu było życiowym sukcesem 25-latka. W świadomości wąskiego grona kibiców i nieco szerszego rywali, Szabunin był kodowany jako średniodystansowiec. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że 11 miesięcy wcześniej, również w Paryżu zajął 3 miejsce… w półmaratonie! I to z bardzo dobrym 1:02:46.

Prawdziwy przełom i w końcu wstęp na europejskie, a nawet światowe salony zapewniły mu świetne starty w roku 1995. Piąte miejsce na Halowych Mistrzostwach Świata w Barcelonie i grad rekordów życiowych w sezonie letnim. W Nicei ustanowił rekord Rosji na 3000m, 7:39.24. W Lozannie świetne 3:34.79 na 1500m, a w Zurychu doskonałe 3:51.02 na 1 milę. Sierpniowe Mistrzostwa Świata w Goeteborgu zakończył na półfinale. Z resztą na otwartym stadionie zazwyczaj nie potrafił przebrnąć eliminacji.

W 26 roku życia stanął przed największym dla sportowca wyzwaniem, startem w igrzyskach olimpijskich. Zważając na postawę w sezonie wcześniejszym był pewniakiem do kwalifikacji na Atlantę. Kilka startów w sezonie halowym potwierdziły świetną dyspozycję. Dwukrotnie, na mitingach w Budapeszcie i Birmingham mijał metę na drugim miejscu za słynnym Mosesem Kiptanui. Co prawda stracił do Kenijczyka 13 i 15 sekund (7:51.14 i 7:53.45), ale za swoimi plecami zostawił kilku niezłych zawodników. No i same wyniki również wstydu nie przynosiły. Po drodze ustanowił jeszcze rekord życiowy na 1000m, 2:20.91. Ster na kierunek „Atlanta” był zatem kierowany prawidłowo.

Niespodziewanie 2 miesiące po zakończonych występach w hali, Szabunin stanął na starcie półmaratonu w Niżnym Nowogrodzie. Po bardzo zaciętej rywalizacji owocującej aż 7 wynikami Rosjan poniżej 62 minut, Szabunin minimalnie przegrał na finiszu mijając metę na drugiej pozycji z doskonałym czasem 61:29! Wraz ze zwycięzcą Semionem Szustinem pobiegli szybciej niż obowiązujący wówczas rekord Rosji w półmaratonie Olega Striżakowa, 61:31.

Jak to możliwe żeby „rasowy” średniodystansowiec na 4 miesiące przed docelowym startem na 1500m był w stanie tak szybko biegać dystans kilkunastokrotnie dłuższy? Trudno sobie wyobrazić, aby Marcin Lewandowski zrobił sobie odskocznię postaci „połówki” i poprawił rekord Polski…
Oczywistym jest, że porównywanie poziomu sportowego różnych biegów ulicznych, rozgrywanych w innych miejscach i o różnych porach roku jest bezzasadne, ale można tylko wspomnieć, że na rozgrywanych 5 miesięcy później mistrzostwach świata w półmaratonie wynik Szabunina dałby mu srebrny medal. W podsumowaniu sezonu 1996 na listach światowych Szabunin plasował się na 35 pozycji. Trzeba również dodać, że wartość rezultatu 61:29 była znacznie wyższa niż obecnie. Lider tabeli znalazł się na szczycie dzięki wynikowi 60:14.

Zaledwie 38 dni po występie w Niżnym Nowogrodzie, Wiaczesław rozpoczynał sezon letni na bieżni. Na prestiżowym mitingu Golden Gala w Rzymie wybiegał na swoim koronnym dystansie 3:35.70. Od początku czerwca do końca sierpnia startował na 1500m siedmiokrotnie, a w sześciu biegach uzyskiwał wyniki w przedziale 3:34.50 – 3:35.89. Najważniejszy, olimpijski start wypadł jednak mizernie. Rosjanin występ w Atlancie zakończył na eliminacjach, przybiegając 52 setne za premiowanym do dalszej rundy miejscem.

Kolejny sezon zaczął Shabunin od startów w hali zajmując w kulminacyjnym momencie 10 miejsce na mistrzostwach świata w Paryżu. Półtora miesiąca później ponownie zdecydował się na start w półmaratonie, kończąc go tym razem w 62:33.

W następnych latach już nie kontynuował tego półmaratońskiego schematu. Hala i stadion. Skupił się wyłącznie na tysiącu pięciuset metrach zapuszczając się najdalej na dwukrotność koronnego dystansu. Nadal jednak bez większych sukcesów, tytułów i medali. Politykę startową prowadził intensywną i dość monotonną, „klepiąc” do znudzenia swoje 1500 metrów. Był dobrym rzemieślnikiem, nie zawodził na dużych mitingach zapewniając niemal zawsze swój stabilny, bardzo przyzwoity poziom sportowy. Występami nie porywał, bo i nie miał czym porwać. Należał do tempowców. Na finiszu nie istniał, bo i nie miał narzędzi do efektownych zakończeń. Osiemset metrów biegał w 1:47 – 1:48. Za wolno, za mało żeby bić się o zwycięstwo. Poza tym przełom wieków był złotym okresem dystansów milowych. Prawie bezkonkurencyjny El Guerrouj, sensacyjny Noah Ngeny, depczący im po piętach Berndard Lagat, a za ich plecami armia nieznacznie wolniejszych, nie tylko afrykańskich zawodników. Wystarczy wymienić chociażby jedną nację, Hiszpanów. Wspomniany Cacho, a poza nim Andreas Diaz, Isaac Viciosa, czy nieco młodsi Reyes Estevez i Jose Antonio Redolat. Zatem już na płaszczyźnie europejskiej rywalizacja „milerów” stała na wysokim poziomie.

Wiaczesław Szabunin – nr 373

W sezonowych podsumowaniach tysiąc pięćset metrowych zmagań Wiaczesław plasował się zazwyczaj w drugiej dziesiątce. Raz się zdarzyło, że awansował do „top 10”. W 2002 roku z wynikiem 3:32.37 znalazł się na… 10 miejscu rocznej tabeli. I nie był to rekord życiowy. Szabunin prezentował równy poziom. Czterokrotnie zszedł poniżej 3:33.00, trzynaście razy biegał szybciej niż 3:34.00, trzydzieści startów kończył z wynikami lepszymi niż 3:35.00.

Taką wynikową perełką jest w karierze Szabunina rekord życiowy na jedną milę. Mimo, że w tabelach węgierskich wyższą wartość ma jego najlepszy czas na 1500m to jednak milowe 3:49.83 zdaje się być pułapem znacznie mniej dostępnym. To zapewne magia mitu czterech minut. Przez lata zwłaszcza środowisko naukowe twierdziło, że człowiek nie jest stworzony do pokonania jednej mili o własnych siłach w czasie krótszym niż 4 minuty. W 1954 roku Brytyjczyk Roger Bannister udowodnił, że ludzkiej maszyny nie da się zaprogramować, założyć blokady, ogranicznika i ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że czegoś się nie da. Już trzy lata po odczarowaniu magicznej bariery na przestrzeni całego sezonu szybciej niż 4:00.00 pobiegło 9 biegaczy. Mimo iż do dzisiaj z „czwórką” rozprawiło się aż 1300 zawodników, dokonanie tegoż nadal jest czymś niezwykłym. 3:50 natomiast „rozmieniło” zaledwie 63 lekkoatletów. Numerem 58 w tym zestawieniu jest Wiaczesław Szabunin.

W historii lekkiej atletyki były trzy biegi gdzie w bezpośredniej konfrontacji aż sześciu zawodników zeszło poniżej 3:50.00. W Rzymie 2001, w Oslo 2005 i w Eugene 2014 roku. I właśnie w tym pierwszym rekord życiowy uzyskał Shabunin przybiegając na szóstym miejscu. Pod względem średniej pierwszej szóstki bieg w Rzymie do dzisiaj pozostaje najszybszym (3:48.30 przed Eugene 3:48.64 i Oslo 3:48.78).

Wiaczesław miał, abo pecha do wysokiego poziomu jego konkurencji w latach swojej świetności, albo brakowało mu umiejętności. Zapewne jedno i drugie. Latami startował w mitingach Golden Four, a później Golden League. Wielokrotnie plasował się na pozycjach 4, 5, czy 6, nigdy na poduim. Ale był ważną składową rekordowego motoru napędowego. Brał udział w biegach, w których padły rekordy świata. W 1998 roku podczas halowego mitingu w Budapeszcie przybiegł drugi z bardzo dobrym czasem 7:42.54. Do zwycięzcy stracił blisko 18 sekund. A tym zwycięzcą był wówczas Daniel Komen, który ustanowił halowy rekord świata, 7:24.90. Szabunin był również bezpośrednim świadkiem rekordów świata ElGuerrouja w biegach na 1500m i 1 milę. Zajmował w nich odpowiednio 6 i 7 pozycję ze świetnymi wynikami 3:33.30 i 3:52.23. Wszystkie trzy wspomniane rekordy są do dziś aktualne (12.11.2020).

Na imprezach mistrzowskich pod dachem radził sobie Rosjanin nieźle. Zaliczył 2 finały halowych mistrzostw świata (1995, 1997) i 3 Europy (1994, 2000, 2002). Na otwartym stadionie zazwyczaj odpadał w eliminacjach. Tak było w przypadku wszystkich jego występów na igrzyskach olimpijskich. Na mistrzostwach świata raz wystąpił w rozgrywce finałowej, a było to już na późniejszym etapie jego kariery, w Paryżu 2003 roku kiedy miał 34 lata. W końcu pewnie przebrnął eliminacje i półfinał, awansując każdorazowo z miejsca premiowanego kwalifikacją. Trafił wówczas na jeden z najszybszych finałów w historii. Z bardzo dobrym 3:34.37 zajął 9 miejsce. Ostatecznie w lekkoatletycznych kronikach figuruje na miejscu 8 ze względu na dyskwalifikację za doping plasującego się oczko wyżej Francuza Fouada Chouki.

Rok później Szabunin wystąpił w Polsce podczas rozgrywanej w Bydgoszczy Superligi Pucharu Europy. Zajął tam 3 miejsce w biegu na 3000m. (8:05.92). W późniejszych latach startował kilka razy w Memoriale Janusza Kusocińskiego. W roku 2006 wygrał nawet bieg na 1500m (3:40.34) ustanawiając swój najlepszy wynik w sezonie. Siódmy był wówczas, obiecujący, zaledwie dziewiętnastoletni Marcin Lewandowski (3:43.84, 28 wynik podsumowania ówczesnego sezonu wśród najlepszych juniorów na świecie). Rok później również na „Kusym” Szabunin zajął dopiero 6 miejsce. Na osłodę pozostał ponownie rekord sezonu, 3:39.01.

Wydawało się, że jego kariera zbliża się ku końcowi. W roku olimpijskim 2008 miał już 39 lat. Od 3 sezonów startował już regularnie na ulicy, czyniąc to całkiem skutecznie jak na „rasowego” średniodystansowca. W roku 2006 w Manchesterze wybiegał 28:45 na 10km. Kierunek na biegi długie nie zapewniał mu jednak nawet zbliżenia się do poziomu, który prezentował na dystansach średnich. Od lipca 2005, dokładnie przez 3 lata zaliczając około 20 biegów na 1500m, poniżej bariery 3:40.00 zszedł zaledwie dwukrotnie, w dodatku nieznacznie. I nagle podczas Memoriału Władymira Kuca na miesiąc przed igrzyskami w Pekinie zwyciężył i zakwalifikował się wynikiem 3:37.99 do reprezentacji olimpijskiej. W stolicy Chin żadnej roli nie odegrał, ale na uwagę zasługuje fakt, że był zdecydowanie najstarszym uczestnikiem w gronie 48 startujących w biegu na 1500m. Czterech jego rywali było 20 lat młodszych od niego. Po igrzyskach w Pekinie kariery nie zakończył. W roku 2010 startował regularnie na bieżni, uzyskując doskonałe jak na 42-letniego zawodnika 3:42.65 na 1500m. W hali wybiegał 8:01.44 na 3000m.

Wiaczesław Szabunin podczas Cracovia Maratonu 2011 (źródło zdjęcia: Maratończyk.pl)

W latach 2011-2014 obrał zupełnie inną ścieżkę. Przekwalifikował się na biegi uliczne i został maratończykiem. Mając 43 lata zadebiutował na 42km 195m, a uczynił to w… Krakowie! Podczas jubileuszowej, 10. edycji Cracovia Maratonu zajął 9 miejsce z czasem 2:19:15. W kolejnych miesiącach startował w USA. Półmaratony w Seattle, Virginia Beach i Filadelfii kończył z wynikami 65:57, 64:50 i 63:51! Rekord życiowy w maratonie ustalił ostatecznie na 2:18:53 w Duluth w połowie stycznia 2012 roku.

Maratony Wiaczesława Szabunina:

2:19:15 (9) Kraków 17.04.2011
2:29:36 (2) Detroit 16.10.2011
2:18:53 (12) Duluth 16.06.2012
2:25:26 (1) Detroit 21.10.2012
2:21:23 (24) Boston 15.03.2013
2:20:43 (24) Boston 21.04.2014

Dość niespodziewanie w roku 2015 wrócił do regularnego ścigania na bieżni. Mając 46 lat ustanowił rekord świata weteranów w kategorii M-45 na 3000m, 8:15.58. Ostatnie odnotowane starty Szabunina pochodzą z początku roku 2017 kiedy w 48 roku życia uzyskał 3:55.85 i 8:31.54, odpowiednio w biegach na 1500 i 3000m. Na dłuższym z tych dystansów zawodnik plasujący się oczko wyżej był 28 lat młodszy od Wiaczesława.

Szabunin do dzisiaj posiada aż siedem rekordów Rosji. Cztery na otwartym stadionie w biegach na 1500m, 1 milę, 2000 i 3000m. Dwa w hali na 1500 i 2000m. Jeden na ulicy, w biegu na 5km.

Rekordy życiowe:

800m – 1:46.82 (1994)
1000m – 2:20.91 (1996)
1500m – 3:32.28 (2000)
1 mila – 3:49.83 (2001)
2000m – 4:57.18 (1997)
3000m – 7:39.24 (1995)
5000m – 13:43.39 (1994)
5km – 14:09 (2006)
10km – 28:45 (2006)
Półmaraton – 61:29 (1996)
Maraton – 2:18:53 (2012)

1500m:

Średnia 10 najlepszych wyników: 3:32.99
10 wynik: 3:33.47
20 wynik: 3:34.50
30 wynik: 3:34.97
40 wynik: 3:35.58
50 wynik:3:36.64

Tekst – Łukasz Panfil

Languages »